top of page

"Rok 1984" by George Orwell

  • Zdjęcie autora: Michał Krzycki
    Michał Krzycki
  • 2 cze 2023
  • 4 minut(y) czytania

Gdybym chciał się silić na cytowanie najciekawszych albo najważniejszych momentów najsłynniejszej powieści futurystyczno-dystopijnej w dziejach, wszystko byłoby wtórne do bólu. Dzisiejsza dyskusja polityczna czerpie garściami z Orwella, a jeden publicysta cytuje drugiego, myśląc, że to cytat z książki. Mam wrażenie, że niektórzy jej nie czytali, tylko powtarzają zasłyszane słowa. Najwyższy czas, żebym sam dokładnie zapoznał się ze źródłem, szczególnie zwracając uwagę na nieścisłości i przeinaczenia zasłyszane na YouTube. Tak też postanowiłem, więc kupiłem nowe wydanie "Roku 1984" Orwella, chociaż najpierw dałem ją przeczytać tacie, który science-fiction unika. Miałem dobre przeczucie, że będzie zachwycony, tak samo jak zachwycił się filmem "Equilibrium" z 2002 roku, który ja też uwielbiam, a który to jest dla mnie jeszcze lepszy od słynnej filmowej adaptacji samego "Roku 1984". Po prostu dobre science-fiction, oparte na prawdzie i przestrzegającego przed ponurą przeszłością musi robić wrażenie na każdym. Możliwe, że każda kolejna książka, a nawet film, czerpie przynajmniej częściowo z "Roku 1984", dlatego warto znać oryginał .

Przez wiele stron opierałem się mazaniu najlepszych fragmentów, jak to zwykłem robić w przypadku posiadanych książek, ale przy następującym fragmencie wróciłem do tego zwyczaju i całą książkę pomazałem ołówkiem, dopisując gdzieniegdzie swoje spostrzeżenia:


Dlaczego prole nigdy nie mogli tak krzyczeć przeciwko temu, co było naprawdę ważne?


Odnotował myśl:

"Dopóki nie połączy ich świadomość, nigdy się nie zbuntują; dopóki się nie zbuntują, nie staną się świadomi."


Nie ta druga część, ale ta pierwsza zrobiła na mnie największe wrażenie. Pomyślałem sobie o tych wszystkich hałaśliwych demonstracjach o prawa do pobierania plików, o prawa do zabijania nienarodzonych dzieci, o zmianę rządu z pisowskiego na platformerski i odwrotnie, Kwaśniewski zamiast Wałęsy, parady dewiantów, pomnik dla Kaczyńskiego i tak dalej. Pomyślałem, w jakiej ciszy przechodzą ustawy, które bezpowrotnie pogarszają nasze życie, skutkują przyszłymi tragediami narodu, nieuniknionym rozlewem krwi, utratą podstawowych praw i wolności - jak prawo własności albo prywatności, a o byle mecz i światopogląd biją się ze sobą nawet ludzie z tej samej rodziny.


„Wolność oznacza prawo do twierdzenia, że dwa i dwa to cztery. Z niego wynika reszta.”


No i miałem nie pisać cytatów. Jak widać, czego bym nie zacytował, brzmi wtórnie, bo trudno pokusić się o niecytowanie Orwella w dzisiejszej orwellowskiej rzeczywistości. Wolność to możliwość głoszenia prawdy, a prawda nie jest punktem widzenia.


Pisać o czym jest "Rok 1984" jest trochę bez sensu. Jeśli ktoś kojarzy jedynie tytuł, napomnę, że książka opowiada o walce jednostki/jednostek z wyjątkowo przebiegłym totalitarnym systemem. Jej siła i legenda to wynik tego, że obserwacje autora okazały się niesamowicie trafne - nie tylko wynikały z panującego już wówczas morderczego komunizmu, który Orwell oglądał z bliska, ale z technik stosowanych przez niby wolnościowe, niby demokratyczne systemy, działające nawet dziś. Jednak i to nie było dla mnie głównym daniem w przypadku tej wybitnej powieści. Prawdziwym diamentem stało się dla mnie wniknięcie autora w umysł człowieka stojącego po stronie systemu i przestawienia go w tak dokładny sposób, że zostaje nam wytłumaczone to, o co pyta każdy przerażony bezwzględnością ludobójczych totalitaryzmów: "dlaczego mi to robicie?", "dlaczego ja?", "przecież jestem niewinny?", "co jeszcze chcecie osiągnąć tymi nieludzkimi torturami?", "co chcecie tą bezwzględnością udowodnić?", "dlaczego po prostu mnie nie zabijecie?", itp. Założenie, że jakiemukolwiek systemowi totalitarnemu może zależeć na czymś więcej niż pozbyciu się "elementu zbędnego" i zniewoleniu pozostałych jest fascynujące. Odpowiedź autora na powód długiej, więc zapewne także kosztownej resocjalizacji skierowanej dla osób i tak przeznaczonych na cichą śmierć, jest warta poświęcenia czasu na lekturę, która przez jej nadmierne cytowanie w mediach, może się nam zdawać za dobrze znana i przewidywalna. Fabuła nie zmierzała w kierunku, który miał mi się spodobać. Nie rozumiałem, dlaczego tak znacząca część książki to powtarzanie tortur i osadzenie akcji w jednym miejscu, kiedy to właśnie odkrywanie świata przyszłości miało być dla mnie najciekawsze. Wszystko tu jednak kończy się niezapomnianym finałem, po którym trudno nie popaść w zadumę, ewentualnie złość ze względu na doświadczenie niesprawiedliwości i pesymistycznego braku nadziei.


"Na świadomość mas należy wpływać tylko negatywnie."


Czytając "Rok 1984", przed oczami miałem nie tylko Związek Radziecki i III Rzeszę, ale także KRLD, PRL, II RP z tą całą niedołężną sanacją, silną jedynie wobec własnych, słabych obywateli, ale szczególnie Eurokołchoz (UE) - oddany niemal jeden do jednego w "Teorii i praktyce kolektywizmu oligarchicznego" Emmanuela Goldsteina, z całymi tymi gotowymi zamordystycznymi rozwiązaniami typu RODO, zegizmem ("zero growth"), poprawnością polityczną, straszeniem wojną, zasiłkami, niszczeniem własności prywatnej, cenzurą, gospodarką centralnie planowaną, udawanym wyzwalaniem uciśnionych podczas ich coraz głębszego zniewalania, a nawet gardzenia nimi, tworzeniem kasty nietykalnej arystokracji, fałszowaniem przeszłości ("cancel culture") dla potrzeb doczesnej polityki, walką z wiarą i naturalnym porządkiem, odwracaniem znaczenia słów, obsadzaniem ministerstw kultury ludźmi tę kulturę niszczącymi, promowaniem donosicielstwa, itd. Jeśli uważacie, że zwariowałem, to ten cytat jest dla was:


"Zdrowie psychiczne nie ma nic wspólnego ze statystyką."


Najlepsze zachowałem na koniec. To jest właśnie to, co szykują sobie bezmyślne lemingi, które tak łatwo jest nabierać na wszystkie te lewackie rewolucje z tęczami i piorunami, które rzekomo mają kogoś wyzwolić, z które o dziwo promują największe korporacje, które są przecież silne słabością tychże żałosnych rewolucjonistów:

"Władza to nie środek do celu; władza to cel. Nie wprowadza się dyktatury po to, by chronić rewolucję; wznieca się rewolucję w celu narzucenia dyktatury. Celem prześladowań są prześladowania. Celem tortur są tortury. Celem władzy jest władza."


Trudno będzie to jednak lemingom przetłumaczyć, bo od lat używają już tylko nowomowy i dumni z nowoczesności powtarzają w kółko "mega" albo "masakra", a o tym, że istnieją przymiotniki nieregularne, to już dawno zapomnieli i do wszystkiego dodają słowo "bardziej" albo "mniej".


"Nowomowa tym właśnie różniła się od większości języków, iż jej słownictwo nie rosło, lecz kurczyło się z roku na rok. Każdą redukcję traktowano jako korzystną, gdyż im mniejszy wybór, tym mniejsza pokusa myślenia."



Czerwiec 2023

2 Comments


michal.kasprzycki.96
Jul 03, 2023

O ironio. Abstrahując od faktu, że wyczuwalna jest w Twojej wypowiedzi interpretacja pod ideologię, którą wyznajesz to niesamowite jest to jak bardzo popadasz w pogardliwy ton dla społecznych inicjatyw walczących w głównej mierze o swobodę, a z drugiej wyrażasz obawę przed opresyjnością systemu, który chce nami zawładnąć. "Mordowanie nienarodzonych dzieci" czy "marsz dewiantów" wprost pokazują, że jednak atrakcyjnym jest możliwość uzurpacyjnego władania nad każdym elementem życia prywatnego ludzi z założenia wolnych, ergo kontroli totalnej. Wszak po co człowiek ma decydować o sobie samym i swoim najbliższym otoczeniu, skoro system może go wyzbyć wszelkich dylematów.

Na koniec wspominasz o nowomowie, sam oddając się w jej ramiona. Czemu mają służyć takie określenia jak "eurokołochoz", "lewactwo/prawactwo", "leming" jak nie właśnie zubożeniu języka? Nieważna…

Like
Michał Krzycki
Michał Krzycki
Jul 06, 2023
Replying to

Nie obrażam się, ale też nie rozumiem przez ten komentarz więcej, niż rozumieć powinienem. Wyznaję ideologię wolności. Jeśli zabijać dzieci, to konsekwentnie w każdym wieku. Choć w ogóle zabijanie poza obroną własną jest mi obce. "Marsz dewiantów" i terminy, które są powyżej cytowane nie są moje. Nie są też nowomową. Nie o to chodziło w nowomowie autorowi książki, że wymyślało się nowe słowa, tylko upraszczając je do jak najmniejszej ilości słów, pozbawiało się ludzi możliwości wyrażania niepożądanych myśli. Oczywiście, że "lewactwo" i "prawactwo" jest uproszczeniem, ale nikogo to nie dyskwalifikuje z dyskusji. I jedni, i drudzy, i jeszcze trzeci i kolejni - wszyscy powinni móc się wypowiadać. Natomiast jeśli dla kogoś chodzenie z gołą dupą po ulicy albo w strojach S&M jest…


Like
bottom of page