top of page

"Opowieści o pilocie Pirxie" by Stanisław Lem

  • Zdjęcie autora: Michał Krzycki
    Michał Krzycki
  • 8 cze 2024
  • 5 minut(y) czytania

Jako osoba, która bardzo uważnie wybiera kolejne lektury ze względu na ogrom czasu, jaki zajmuje mi ich przeczytanie, ostatnio wpadłem w fazę nadrabiania zaległości jeszcze z czasów dzieciństwa, to znaczy lektur szkolnych albo książek, które są gdzieś obok mnie, od kiedy żyję, a znałem je od zawsze jedynie od strony okładek tudzież ilustracji. Ze wszystkich tych dzieł lektura szkolna "Opowieści o pilocie Pirxie" Stanisława Lema były na razie najtrudniejszym zadaniem. Wstydziłem się to napisać, dopóki nie przeczytałem identycznych negatywnych przemyśleń czytelników w ich recenzjach, ale kiedy czytałem te same negatywne spostrzeżenia innych osób, doszedłem do przekonania, że nie tylko mnie denerwują pewne elementy tego zbioru opowiadań. Jako dziecko nawet nie przeczytałem ich choćby w małej części, no więc czując się z tym źle jako dorosły, nadrobiłem zaległość, ale podczas czytania zrozumiałem siebie sprzed lat całkiem doskonale – ten zbiór opowiadań, nawet jeśli jako lektura wymagał od nas zapoznania się jedynie z jakimiś wybranymi rozdziałami, był dla nas nie do przełknięcia. Dla mojego pokolenia wychowanego już na efektownym kinie fantastyczno-naukowym oraz komiksach, nie było w opowiadaniach Lema nic, co poruszałoby naszą wyobraźnię, czy też zachęcało do dyskusji. Jako dziecko buntowałem się, nie czytałem na przymus, ale jako dorosły stwierdziłem, że nie mogę nie znać choćby tych najbardziej znanych opowiadań Lema, szczególnie, że gorzej niż "Głosu Pana" nie mogłem już odebrać tych krótkich opowiadań o dalekiej przyszłości, innych planetach, robotach i może też obcej cywilizacji.


Aby przebrnąć przez te opowiadania, warto uzbroić się w cierpliwość, bowiem pełno tam usypiających opisów czynności, które może tak jak rybaka czytającego o każdym etapie budowania wędki i technikach jej używania przyprawiają o szybsze bicie serca, ale chyba tylko fana wciskania guzików, przykręcania śrub, obliczeń trajektorii lotu, bo zwykłego czytelnika zanudzą, zanim zdąży on dobrnąć do sedna. Kiedy tak czytam skróty przeczytanych opowiadań na Wikipedii, układając sobie w głowie to wszystko raz jeszcze, dochodzę do wniosku, że to wszystko było dobre i niegłupie. Lepiej sprawdziłoby się jako serial telewizyjny albo komiks, bo połowa książki wydaje się igraniem z cierpliwością czytelników. Dlatego trudno ocenić całość jako zbiór opowiadań, bo albo dam ocenę wysoką, idąc za głosem tłumu, nie chcąc przyznać, że "Lem wielkim pisarzem był", albo zaniżę średnią i wyjdę na ignoranta. Ponieważ już przez tę lekturę przebrnąłem, chcę się skupić na jej pozytywnych stronach, których trochę jednak jest.


Pirx, Lem

Przede wszystkim postać Pirxa jest ciekawym przypadkiem bohatera książki, który właściwie nie wyróżnia się niczym szczególnym od przeciętnej postaci, którą wzięlibyśmy za drugoplanową. Tytuł książki wydaje się więc zmyłką, żartem, bo Pirx w każdej swojej przygodzie jest jakby obserwatorem. Nawet biorąc udział w niezwykłych wydarzeniach, zdaje się być tam przypadkiem, najczęściej z opresji wychodząc nie do końca dzięki jakimś wyjątkowym zdolnościom. Każda jego misja zostawia nas z przemyśleniami na różne tematy filozoficzne i naukowe, ale sam Pirx nie jest tam istotny w roli protagonisty. Raczej podpowiada nam jako osoba naprawdę inteligentna, wskazując kierunek do morałów, które całe szczęście mamy wysunąć już sami.


Czytając każdą z historii, moje wyobrażenie o wizualnym stylu otoczenia, technologii, rzeczywistości i reszcie tego, o czym myślimy czytając o świecie którego przecież albo jeszcze nie ma, albo nigdy nie było i nie będzie, stworzyłem sobie w głowie coś na kształt stylu komiksów z lat 80-tych polskich rysowników tworzących dla zagranicznych wydawnictw, jak na przykład Bogusław Polch i jego "Ekspedycja. Bogowie z kosmosu", którą pamiętam z dzieciństwa jako jeden z moich pierwszych zakupionych komiksów. "Obcy" Ridleya Scotta też był trochę w mojej głowie, bo tego typu trochę już dziś retrofutyrystyczna rzeczywistość najlepiej wprowadza czytelnika w to, czym podczas pisania tych opowiadań mogła dysponować ludzkość w badaniach kosmosu.

Jest to rzeczywistość tak samo interesująca jak nudna. Tak to odbieram. Z jednej strony bowiem, jeśli naszym punktem wyjścia jest ta mała przestrzeń, którą dotychczas człowiek zdołał zbadać, opisy planet w tych opowiadaniach rozbudzają naszą wyobraźnię, a specyficzny naukowy styl Lema tylko dodaje tym opisom wiarygodności – ja na przykład jako laik mógłbym w to wszystko uwierzyć, że stało się naprawdę, bo takim to jest pisane językiem – z drugiej strony, napisałem o nudnej stronie tego świata przyszłości według Lema, bowiem odniosłem wrażenie, że kiedy tylko zaczynałem szykować się do odkrywania tajemnic Marsa albo Księżyca, autor jakby ze złośliwością sceptyka sprowadzał mnie na ziemię, przekonując, że nie mam po co spodziewać się czegokolwiek związanego z nieznanym, bo te planety nie mają w sobie nic z tej niezwykłości, o której rozpisują się do dziś fantaści dopisujący do wszystkiego co nieodkryte jakieś zaawansowane teorie, stające się nierzadko dla ich fanów quasi-religią. Tutaj muszę przyznać, ma to nawet swój urok – to sprowadzanie czytelnika na ziemię – bo stanowi o ironicznym podejściu autora do tych tematów. Odniosłem wrażenie, że Lem to taki naukowiec, którego denerwuje używanie bujnej wyobraźni i nieznoszący bujania w obłokach innych autorów. Dokładnie tak samo odebrałem jego "Głos Pana". Kiedy tylko tajemnica miała zostać wyjaśniona, zaraz okazywało się, że nic z tego, że nie będzie żadnej wielkiej fantastyki, a jeśli czytelnik miałby jakieś nadzieje na ciekawe teorie, niech się lepiej nie podnieca, bo to wszystko ma być przyziemne, a jeśli o czymś mamy myśleć jako czytelnicy, to raczej o przewidywalności natury ludzkiej.


Tematami opowiadań zazwyczaj jest natura ludzka, lecz rzecz jasna, odkrywana przed nami w otoczce wydarzeń fantastyczno-naukowych, tak więc jak to już jest w tym gatunku, fantastyczny świat jest tylko pretekstem do rozważań bardzo przyziemnych. Obok ludzkiej natury autor porusza temat sztucznej inteligencji – zazwyczaj w postaci robotów mających pomagać ludziom albo z nimi konkurować. Te rozważania są według mnie najmocniejszą stroną opowiadań. Szkoda, że trzeba przebrnąć przez tak wiele nieciekawych opisów, aby dobrnąć do esencji wszystkich rozdziałów.

Zaletą wszystkich opowiadań jest niestawanie autora po żadnej z konkretnych stron, choć sceptycyzm wobec wielu rzeczy kontrastuje z wiarą w to, że Związek Radziecki według Lema miał przetrwać jeszcze pokolenia, bo podróże kosmiczne podróżami, ale ten system chyba był bardziej niepodważalny od istnienia samego Stwórcy wszechświata. Rozumiem, że takie były realia także rynku wydawniczego w tamtych czasach.


Do czasu przeczytania nudnej (ale nie głupiej!) jak dla mnie książki "Głos Pana", wcześniej mocno zachęcony do zapoznania się z twórczością Stanisława Lema przez oryginalne filmy "Solaris" (2002) oraz "Kongres" (2013), zostałem zniechęcony, nie na tyle żeby odpuścić sobie całkowicie Lema, ale nie szykuję się już na coś, co może przykuć mnie do lektury na dobre. Może jest to efekt dysonansu poznawczego spowodowanego wsłuchiwaniem się wielokrotnie w zwrotkę utworu Kaliber 44 "Film":


"... Lem, Lem jest fantastą

Pisze, że przybysze są zieloni jak ciasto kiwi

Dla mnie obrzydliwi

Zbyt wyraźni, hałaśliwi

Widzę ich zbyt jasno i ...

Otóż gdyby byli hałaśliwi, zieloni i zbyt wyraźni, cieszyłbym się tak, jak podczas oglądania rozrywkowych filmów science-fiction klasy B. Albo muzycy z grupy Kaliber 44 nie czytali Lema, albo po prostu użyli słów, które się rymowały. Gdyby rapowali, że ci obcy są za szarzy, niewyraźni i nijacy, to przynajmniej nie robiłbym sobie nadziei.


Chociaż mocno się wynudziłem, czytanie urozmaicała mi muzyka z gatunku Synthwave/Retrowave/Spacesynth, którą bardzo polecam przy czytaniu takich opowieści. Rekomenduję tu na przykład Dynatron "Dust of the Saturn", Kotovsky86 "Space Traveller", Earmake "The Mystery of Betelgeuse" albo naszego polskiego artystę o pseudonimie LukHash i jego "Cyberiad Theory", który to utwór na pewno zainspirowany jest Lemem. Ja natomiast tak bardzo "narzekam" na tego pisarza, że nie poddaję się i zachęcony do przeczytania jego najlepszych dzieł, już kupiłem trzy kolejne książki. Przypadkowo "Cyberiada" będzie jedną z moich kolejnych pozycji do nadrobienia.


Czerwiec, 2024



Comments


bottom of page