top of page

„Wehikuł czasu” by Herbert George Wells

  • Zdjęcie autora: Michał Krzycki
    Michał Krzycki
  • 22 mar
  • 2 minut(y) czytania

Nie kupowałbym „Wehikułu czasu”, gdybym niedługo wcześniej nie obejrzał adaptacji filmowej z 1960 roku. Do tamtego seansu znałem tę historię jedynie z nowszej wersji filmu z 2002 roku i zapamiętałem ją jako historię miłosną z efektami specjalnymi oraz stworami jakby z horrorów. Obejrzenie starej wersji z 1960 roku potraktowałem jako ciekawostkę i w ogóle nie spodziewałem się, że to będzie tak dobry seans, który pokazuje, jak niewierną książce adaptacją jest ta nowsza. Zafascynowany filmem z 1960 roku – jego przekazem, ale także wizją przyszłości, którą w nim zaprezentowano – nie miałem wątpliwości, że książkę mieć po prostu warto. Od razu napiszę, że jest ona na tym samym poziomie co film, chociaż film obejrzany wcześniej zrobił na mnie nieco większe wrażenie. Brzmi to dziwnie, ale to prawdopodobnie przez fakt, że książka jest krótka i film bardzo ciekawie rozszerza już dobrze wymyśloną historię. Rzadko się zdarza, abym to napisał, ale w przypadku książki oraz jej kinowej adaptacji, warto znać obie wersje. Spokojnie można własną wyobraźnię zamienić na konkretną filmową wizję, bo jest ona niesamowicie udana.


Wersja "Wehikułu czasu" kupiona po taniości.

W dzisiejszych czasach trudno będzie czytając wyobrażać sobie, że mamy do czynienia z lekturą wybitnie fantastyczno-naukową, przecierającą szlaki przyszłym opowiadaniom o podróży w czasie. Podobnie miałem czytając książkę pt. „Doktor Jekyll i pan Hyde” – możemy udawać, że nas to przeraża, że nie nas to zaskakuje, ale to niewykonalne, bo od dziecka widzimy te historie przerabiane od kreskówek, przez seriale i filmy, inne książki, komiksy, całą popkulturę. Jednak dotknięcie klasyki jest trochę niczym obcowanie z oryginalnym dziełem sztuki, a nie jego replikami. Dodatkowym atutem takich starych oryginałów jest piękny język, a filmów – wiarygodniejsi aktorzy, ale także scenografia i rekwizyty w stylu retro. Niezależnie od tego, czy znamy już historię „Wehikułu czasu”, warto mieć to na półce i podkreślać najlepsze momenty.


Taki już mój przywilej posiadacza książek, że co ciekawsze fragmenty podkreślam sobie ołówkiem. Wells opisał przyszłość ludzi uniwersalnie – ta historia po prostu niewiele się zestarzała. Głównym wątkiem podróży badacza do roku 802 701 jest obserwacja zmian ludzkości, podziału naszego gatunku na przynajmniej dwa rodzaje stworzeń, które dawniej były nami. Niełatwe i nieoczywiste są próby wytłumaczenia zjawiska degeneracji ludzkości. Autor jakby nakreśla własne teorie, ale pozostawia sporo do oceny samemu czytelnikowi. Może jest to już spaczenie fana seriali i filmów, ale chciałbym dowiedzieć się więcej o sytuacji na Ziemi w kilku innych datach jej historii, a tego tu jednak jest niewiele. Z drugiej strony ta tajemnica robi swoje, bowiem niedopowiedzenia to stary jak świat haczyk fabularny, umożliwiający odbiorcom dzieła tworzenie własnych teorii, otwierania dyskusji. Pisanie o fabule tak krótkiego opowiadania to niechybne zdradzanie wydarzeń, a warto te tajemnice poznawać na własną rękę, dlatego nie napiszę nic poza tym, że Wells pokazując nam, dokąd zmierza odejście ludzi od trudu życia na korzyść wygody, przestrzega dzisiejszych nas jeszcze bardziej, niż mógł to robić w czasach swojego życia. Nasz poziom wygody jest nieporównywalnie wyższy od tego z lat, kiedy pisał on swój „Wehikuł czasu”, a sam przysiągłbym, że w niektórych kulturach oraz subkulturach możemy już zaobserwować początki degeneracji, o której mówi to opowiadanie.

Marzec 2026

Komentarze


bottom of page