„Kto zabił panią Skrof?” by Mika Waltari
- Michał Krzycki
- 22 lut
- 3 minut(y) czytania
Znajomi myślą, że czytam dużo książek, bo co jakiś czas piszę o tym, co przeczytałem. Prawda jest jednak taka, że czytam mało, bo powoli. Czytam wolno, bo chcę się dziełami literackimi jak najdłużej delektować, wiedząc, że moi ulubieni autorzy dawno już odeszli z tego świata. Tego momentu obawiałem się od wielu lat – otóż nie została mi już prawie żadna książka Waltariego, którą można kupić, a która byłaby oficjalnie wydana w Polsce, jakiej jeszcze nie czytałem. Byłem na tyle zdesperowany, że kupiłem białego kruka, do tego w złym stanie, a który okazał się być inaczej przetłumaczonym (z języka niemieckiego) zbiorem opowiadań, które już mam. „Kto zabił panią Skrof?” mam właśnie w dwóch wersjach, bo wcześniej znana była jako „Krwawy ślad”, tłumaczona z języka niemieckiego. W ogóle ciekawe są różnice w tłumaczeniach. Jedynie kontekst wskazuje na to, że są to te same historie, bowiem znaczna większość słów do siebie nie pasuje. Ma to pewnie taki plus, że najwięksi fani mogą czytać te same opowiadania i odnosić inne wrażenie w zależności od tłumaczenia, które wybrali. Pokazuje to także, jak wielki wpływ mają tłumacze na to, jak dane dzieło odbiorą czytelnicy. Ale to pewnie każdy już wie.

Popełniłem błąd nie rozpoczynając trylogii kryminalnej Waltariego o helsińskim komisarzu Palmu właśnie od „Kto zabił panią Skrof?”, a to z dwóch powodów. Po pierwsze jest ona pierwszą z trzech napisanych przez Waltariego i chronologicznie przedstawia wcześniejsze wydarzenia od tych w „Błędzie komisarza Palmu” oraz „Tak mówią gwiazdy, panie komisarzu”, a po drugie te dwie kolejne wydają mi się trochę lepsze, a więc dla doskonałego odbioru idealnie byłoby przeczytać je wszystkie w prawidłowej kolejności. Zbrodnie i śledztwa przedstawione w trzech opowiadaniach nie są ze sobą powiązane, a więc nawet poznając tylko jedno z tych opowiadań, czytelnik nie poczuje się zagubiony. Jednak Fransa Palmu lepiej jest poznawać w stosownej kolejności, czyli tak samo, jak poznaje go sam narrator – jego młodszy stażem asystent. Prawdziwą frajdą obok głównego wątku każdego ze śledztw jest właśnie niespieszne odkrywanie osobowości helsińskiego komisarza. W mojej wyobraźni wygląda od identycznie jak autor tych książek – ale to tylko moja wyobraźnia. Jego pomocnik to chyba archetyp głównych bohaterów największych dzieł Waltariego, czyli jego słynnych powieści historycznych. Cechują go: naiwność, niecierpliwość, ciekawość, a przede wszystkim lekkomyślne ubóstwianie kobiet. Wspaniały jest ten kontrast starego, doświadczonego życiem, czasami cynicznego profesjonalisty i narwanego chłopaka, który aspiruje do bycia dobrym komisarzem, ale każda ze spraw, do których obaj zostają przydzieleni, uczy go, że jeśli myśli o sobie jako o gotowym do samodzielnej pracy, to tylko tak myśli.
Ile już było takich książek i adaptacji – jak nie kinowych, to telewizyjnych albo teatralnych – o zabójstwie bogatego człowieka, którego śmierć mogła być korzystna dla wielu ludzi, a więc także późniejszych podejrzanych? Nic to, że te opowiadania Waltariego były jednymi z pierwszych, bo ludzie to już znają i tak na przykład seria Netflixa „Na noże” zaczęła swój sukces od filmu, który momentami wygląda jak adaptacja z jednej z tych książek Waltariego właśnie. Tak więc, aby zachęcić kogoś do jeszcze jednej takiej historii, rozwiązanie zagadki pt. „Kto zabił panią Skrof?” jest bardziej niż satysfakcjonujące i nawet wynagradza fakt, że w porównaniu do dwóch kolejnych części, ta jedna nie jest równia zgrabnie napisana. Wszystko to rzecz jasna kwestia gustu, jednak w przypadku dwóch następnych śledztw, bardziej przypadły mi do gustu lokacje, postaci oraz dawka humoru w każdym z rozdziałów. Natomiast jeśli ktoś z czytelników zdoła wykryć sprawcę morderstwa popełnionego na bogatej staruszce, zwątpię w istnienie granic wyobraźni. Jest to na tyle skomplikowane, że sam Palmu pomimo udanego śledztwa, nie poznał motywu zbrodni. Czytelnicy kryminałów powinni czuć się ukontentowani.
Luty 2026




Komentarze