top of page

"Nowy wspaniały świat" by Aldous Huxley

  • Zdjęcie autora: Michał Krzycki
    Michał Krzycki
  • 17 sie 2023
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 22 sie 2023

Na mojej niespisanej nigdzie liście literatury do nadrobienia przed kopnięciem w kalendarz (taki książkowy "bucket list") poza wszystkimi dziełami Waltariego oraz Vonneguta dochodzi parę książek, które muszę znać, niezależnie od nazwisk autorów, a są to "Rok 1984" (zaliczony), "451° Fahrenheita" (czytam) oraz "Nowy wspaniały świat" (właśnie opisywany). Dodałbym jeszcze "Ucieczkę Logana", o której jeszcze parę lat temu nie widziałem, że istnieje, bo znałem tylko film. Jednak to te trzy pierwsze składają się na klasyki literatury z gatunku dystopii, czyli moją ulubioną tematykę. Oczekiwania wobec tych książek zawsze mam największe – i w tym też mój ból, bowiem trudniej sprostać moim oczekiwaniom, kiedy jeszcze zanim sięgnę po taką książkę, z góry oczekuję lektury wybitnej, no bo w końcu cytowanej wszędzie – od komentarzy politycznych, przez popkulturę, aż do wywodów naukowych dalekich od fantastyki.

Aldous Huxley "Nowy wspaniały świat" - okładka

Nie było łatwo przez wiele lat unikać zdradzenia fabuły, aż do czasu zapoznania się z oryginałem, ale udało się – nie miałem pojęcia, o czym będzie książka, poza tym że to "jakiś Londyn przyszłości, w którym każdy jedzie na prochach, utrzymując społeczeństwo na poziomie ułudnej szczęśliwości". Jeśli ktoś wcześniej obejrzał któryś film albo co gorsza serial Netflixa, bardzo luźno powiązany z książką, ten mimo wszystko trochę zepsuje sobie pierwsze wrażenie. Książka bowiem jest nieprzewidywalna, trudno znaleźć schemat, który zdradzi nam fabułę. Ale przecież nie zaskoczenia są najcenniejszym punktem takich dzieł, ale trafność wizji przyszłości, którą autor starał się przewidzieć. Huxley zrobił to bardzo dobrze i nawet napisał oddzielną książkę weryfikującą jego przewidywania.


Wizję świata przyszłości poznajemy od wizyty w ośrodku, w którym reprodukuje się członków utopijnego społeczeństwa. Jest to mało subtelny zabieg w sensie literackim, przypominający trochę scenariusze wysokobudżetowych filmów z Hollywood, które tłumaczą widzowi, "co, kto i dlaczego". Wizyta w ośrodku przeplatana jest dialogami postaci istotnych dla fabuły i trochę można się w tym pogubić, bowiem o ile historię tego nowego świata poznajemy łatwo, o tyle kontekst rozmów nie zawsze jest jasny – przynajmniej dopóki nie poznamy dalszych wydarzeń i zwyczajów panujących w Nowym Londynie. Kiedy już przesiąkniemy utopijnym, sterylnym, bezuczuciowym klimatem wielkiego miasta, rzuceni jesteśmy do świata tzw. "dzikich", czyli rezerwatu dla ludzi żyjących według dawnych zwyczajów – trochę jak my dziś, ale pomieszani z Indianami, a nawet innymi grupami, wyznający religię, której korzeni nikt nie pamięta, więc nikomu nie wydaje się dziwnym dogmatyczny bajzel spowodowany wymieszaniem dawnych wierzeń. Nie zdradzając fabuły, mogę tylko wspomnieć, że jej najważniejszą cechą jest zestawienie ze sobą tradycyjnych wierzeń, zasad i wartości ze światem utopijnym, oddzielonym od dawnej wolności związanej z ryzykiem, ale za to bezpiecznym, obiecującym łatwe rozładowywanie napięcia seksualnego, ciągłe nasycenie, choć pozbawionym nie tylko bólu i smutku, ale także realnych uczuć, kreatywności, ambicji, pożądania, a przede wszystkich niektórych naturalnych ludzkich instynktów, jak choćby macierzyństwo. To zestawienie jest esencją książki, a momenty wymiany argumentów pomiędzy Dzikusem, a jednym z zarządców Nowego Londynu, to według mnie strony warte zaznaczania w celach późniejszego cytowania. Mój ulubiony moment, którego na przykład w ogóle zabrakło w serialu Netflixa, podczas gdy ja widziałem te sceny w mojej głowie jako coś wartego nagród filmowych, to dojście głównego bohatera do granic wytrzymałości, kiedy w idealistyczny świat sterylności i braku szacunku do człowieka jako istoty, do matki i syna jako rodziny, pierwszy raz wdziera się doświadczenie brutalnej furii. W serialu jest to pokazane jako krwawa rewolucja, niemająca jednak nic wspólnego z książką. Razem z emocjami głównego bohatera, i moje emocje także sięgnęły zenitu. To szaleństwo świata przyszłości opisywane jest słowami osoby, która dzięki doświadczeniom życia w świecie zupełnie innym od tego nowoczesnego oraz książkom Szekspira podważa rację istnienia Nowego Londynu. Gdyby to wszystko podsumować krytyką takiej fałszywej nowoczesności, chwaląc "stare i sprawdzone", nie jestem pewien, czy "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya byłby dziś klasyką. O wyjątkowości dystopii nakreślonej jego piórem stanowi krytyczne podejście do obu światów jako dwóch skrajności. Na to nie byłem gotów. Nie tego się spodziewałem. Kilka razy nie byłem pewien, czy dobrze zrozumiałem intencje autora, kiedy ten świat Dzikusa oraz niektóre z jego słów i czynów nie przystawały do definicji lepszego świata, a przynajmniej nie na tyle dobrego, żeby móc go zaoferować jako alternatywę dla chorego skądinąd Nowego Londynu, przypominającego przecież podejście Unii Europejskiej (na przykład "zerowy wzrost" albo "normalna rodzina jako źródło patologii"). Dzięki tak otwartemu podejściu, w którym autor daje nam wiele pola do przemyśleń i własnych ocen, książka ta będzie jeszcze długo klasykiem, bowiem niezależnie od tego, co szykują nam możni tego świata, jak bardzo będzie to przypominać Nowy Londyn, zestawienia dwóch skrajnych światów zawsze będzie aktualne jako źródło do dyskusji nad poświęceniem wolności i pasji dla bezpieczeństwa i powierzchownego szczęścia. Odpowiedź nie jest taka czarno-biała, jakby się na początku mogło wydawać.


Sierpień 2023



Comments


bottom of page