Nightwish "Vehicle of Spirit" (DVD)
- Michał Krzycki
- 10 sty 2023
- 3 minut(y) czytania
Za potrójne DVD dałem aż 8/10, choć promowana przez ten koncert płyta pt. "Endless Forms Most Beautiful" to album, na który w przeciwieństwie do dawniejszych wydawnictw Nightwish – choćby nawet z Anette Olzon na wokalu – nie czekałem. Po wyrzuceniu Tarji Turunen moje nadzieje na to, że Nightwish zaskoczy mnie nową muzyką, przyprawiając o ciarki, zaczęły blaknąć. Dodatkowo sfrustrowany faktem, że kiedy zdążyłem polubić Anette Olzon, już wymieniono ją na nowszy model, nie czułem już aż takiego sentymentu do tej fińskiej marki, żeby jakoś angażować się emocjonalnie w kolejne wydawnictwa zespołu. Stąd też wiele z koncertów i nawet same nowe albumy zazwyczaj długo czekają na obejrzenie/przesłuchanie. Po ponad siedmiu latach nadrabiam zaległości, przekonując się, że daleko mi do zachwytu nad tym, co aktualnie tworzy Nightwish.

Powyższe nie oznacza w ogóle, że potrójne DVD z koncertami Nightwish nie robi na mnie żadnego wrażenia. Muszę przyznać, że to niesamowity prezent dla fanów, bo dostali oni wiele godzin dobrze nagranych występów. Dwa z krążków zawierają koncerty z 2015 roku – jeden z Londynu, a drugi z fińskiego stadionu Tampere – trzeci to dodatki. Nie są to jednak byle jakie dodatki, bo zamiast głupot pozascenicznych zebrano wiele utworów koncertowych z najróżniejszych stron świata i to każdy o bardzo wysokiej jakości nagrania.
Dobór kawałków to rzecz gustu. Tak też dochodzimy do pierwszego minusa – który jednak dla innych będzie plusem – a mianowicie nie podoba mi się, że nie tylko setlista na obu koncertach jest bardzo podobna, bo to dosyć oczywiste, że oba koncerty promowały ten sam album "Endless Forms Most Beautiful", ale na trzeciej płycie zamiast otrzymać więcej utworów, których na dwóch poprzednich brak, większość jest ta sama, więc mamy trochę efekt déjà vu.
Kiedy tak przeglądam playlistę na spokojnie, ten zarzut przestaje być aktualny. Oba koncerty różnią się dosyć znacząco, a więc ten efekt może był wywołany faktem, że powtarzające się utwory – będące kluczowymi dla trasy tamtej koncertowej – mają długi czas trwania. Część z utworów nie stanowi moich ulubionych, są też takie, których nie lubię w ogóle. Trochę to smutne, że po wielu latach słuchania koncertów w znacznie skromniejszej oprawie domowego zacisza, bez żadnych efektów surround i dużego ekranu, nie odbieram tych nowych koncertów jakoś wyjątkowo. Znacznie większe wrażenie robiły na mnie te nagrane dawno temu, kiedy moja sympatia do Nightwish (aż do najlepszego albumu "Once", gdy koncerty Nightwish były niezapomniane) wydawała się nie wygasać. Teraz mogę delektować się wielkim ekranem, dźwiękiem przestrzennym, ale rzadko jestem podekscytowany jakimś utworem, bo wszystkie uwielbione przeze mnie albo były śpiewane przez Anette, albo Tarję. Najlepszy przykład to jeden z moich ulubionych kawałków – jeszcze z początków kariery Finów – "Sleeping Sun", który zaśpiewany głosem jakże wybitnie nie-operowym, traci pewnie z połowę swojej mocy, chociaż Floor Jansen właśnie dlatego śpiewa w Nightwish, że operuje skalą głosu pozwalającą jej śpiewać partie obu jej poprzedniczek. Wiem, wszystko to kwestia gustu. Może Jansen źle mi się kojarzy. Pamiętam tani teledysk i naprawdę kiczowaty singiel, do którego dawno temu robiłem napisy po polsku i tak też zapamiętałem jej poprzedni zespół After Forever. Może to kwestia tego, że kiedy ona była podekscytowana wybiciem się mocno w górę swojej kariery, moje zainteresowanie nową muzyką Nightwish miało już tendencję spadkową. Jednak Floor Jansen udało się coś wyjątkowo trudnego. Jeśli przypomnimy sobie, z jaką niechęcią fanów Tarji spotkała się jej poprzedniczka Anette na swoich pierwszych koncertach z Finami, to Jansen zdobyła serca publiczności szturmem i jakby bez większego wysiłku, jakby zupełnie bez stresu. Miało na to wpływ parę czynników. Floor jest stosunkowo młoda i głodna sukcesu. W tej młodości jest spora siła, dużo energii, a przede wszystkim ogrom niewymuszonego entuzjazmu i optymizmu, o które poprzedniczkom nie było znowu tak łatwo. Dodatkowo umiejętność śpiewania klasyków Nightwish w różnym stylu, pozwoliła jej zjednać sobie fanów, którym brak było tej charakterystycznej operowej maniery głosu Turunen. No i Floor Jansen jest bardzo wysoka, co pewnie też trochę ułatwia bycie frontmanką, szczególnie kiedy gra się niemal same duże koncerty. Dlatego ja mogę sobie nie lubić różnych nowych elementów tego, na co składa się obecny zespół Nightwish, a także ten koncert, ale powyższych nie mogę nie docenić.
Jest jeszcze jedna ciekawostka pozakoncertowa. Jest nią niedługi wywiad z profesorem Richardem Dawkinsem – teoretykiem ewolucji biologicznej. Wystąpił on gościnnie podczas koncertu w Londynie. Pytania mu zadawane są co prawda tendencyjne, ale odpowiedzi są na luzie i dopasowane do poziomu rozmówcy, co dobrze świadczy o profesorze. Jego teorii niespecjalnie chciałoby mi się słuchać, szczególnie że teoria ewolucji jest dziurawa. Wiem jednak, że jako młodzieniec i fan metalu byłem podatny na różne mądrości moich idoli, a dziś wydaje mi się to albo głupie, albo przynajmniej naiwne. Sam wywiad uważam za fajną ciekawostkę i dosyć sporą niespodziankę. Gdybym był takim fanem Nightwish jak lata temu, to DVD albo Blu-ray byłoby dla mnie obowiązkowe w mojej kolekcji.
Comments