Metallica "Français Pour une Nuit" DVD
- Michał Krzycki
- 4 kwi 2023
- 4 minut(y) czytania
Koncerty na DVD do obejrzenia dzielę na te, które chcę zobaczyć ze względu na artystów, których muzyki jestem fanem, na te już kiedyś obejrzane, ale warte obejrzenia i posłuchania na znacznie lepszym sprzęcie, a także na takie, których nie miałem zamiaru oglądać, ale dostałem je w prezencie. Z Metallicą jest tak, że postanowiłem ją obejrzeć po miesiącach zalegania na półce "do obejrzenia" z nadzieją, że dobry dźwięk DTS zrobi swoje i nawet nie będąc fanem zespołu Metallica, dam się ponieść emocjom. Jakieś było moje rozczarowanie, kiedy okazało się, że ścieżka DTS nie działa (jest chyba wycięta) i mogę sobie jedynie obejrzeć koncert z ustawieniem stereo 2.0. Odpaliłem DVD, włączyłem grę na telefonie, zniechęcony mając nadzieję na nadrobienie tej muzycznej zaległości tak jakby jednym okiem. Zespół nie dał mi jednak odejść od telewizora i przyciszyć dźwięku. Niemal natychmiast poczułem to, co czuje się podczas oglądania najlepszych występów na żywo - udzieliła mi się koncertowa atmosfera. Powodów jest więcej niż jeden i o nich za moment.

Przypomniał mi się reportaż z koncertu Iron Maiden, zdaje się gdzieś na portalu rockmetal.pl, podczas którego autor wychwalając pod niebiosa Żelazną Dziewicę jako zespół koncertowy numer 1 na świecie, wahał się, czy nie jest nim tak naprawdę Metallica. Mnie to wtedy irytowało, bo fanem Maidenów jestem od dziecka, a Metallica nigdy mi nie podeszła. Koniec końców, ku mojemu zadowoleniu, w jego mniemaniu ten subiektywny pojedynek wygrali Anglicy, ale w pamięci pozostało mi to jego wahanie do ostatniej chwili. Nie mogłem sobie wyobrazić, jak można porównywać do koncertowych gigantów taki zespół jak Metallica. To brzmiało dla mnie poniżająco w stosunku do Maidenów. Po tym koncercie, rozumiem to wahanie.
Zaczyna się nieco niepozornie, bowiem nad Amfiteatrem w Nîmes widzimy jeszcze powoli gasnące światło dnia, a zamiast "Metaliki" dostajemy intro z muzyką Ennio Morricone, ale jak tylko zaczyna się metalowa jazda bez trzymanki, fani dostają szału, amfiteatr zaczyna pulsować energią nie mniejszą od tej znanej z Ameryki Południowej, no i trudno pozostać obojętnym na to, co dzieje się na ekranie i wychodzi z głośników.
Zawsze zarzucam zespołom odcinanie kuponów od popularności, granie wciąż tych samych hitów i chowanie jakby ze wstydem tych nowych, które rzekomo mają promować jakieś najnowsze wydawnictwo. Przeszło mi to kolejny raz przez myśl, kiedy aż pięć pierwszych utworów to jakby koncert "best of...", a nie promowanie najnowszego wówczas "Death Magnetic". Ale co z tego, jeśli po pierwsze nie znałem za bardzo nowych utworów, a stare już bardziej, a po drugie to naprawdę tak niesamowite kawałki, że kto by je tam chciał zamieniać...
Jednak moc tego koncertu to coś znacznie więcej niż świetna setlista. Nie bez znaczenia jest niesamowite miejsce nagrania. Francuska lokacja w typowo rzymskim stylu robi gigantyczne wrażenie. Niby widziało się już na DVD różne rzeczy, ale fani ustawieni 360 stopni wokół grajków i na dodatek z zespołem tak bardzo entuzjastycznie nastawionym, to już najlepsze, co można zobaczyć w występie live. Niby było to już na trasie U2, ale z całym szacunkiem do moim muzycznych idoli U2, dopiero na tym koncercie wygląda to tak, jak powinno. Czuć bliskość z fanami i energię zespołu - chęć grania - co nie było dla mnie oczywiste. Właśnie chęć grania chciałem wyjątkowo podkreślić i pochwalić. Nie wierzyłem, że Metallica to może być kwartet, który po tylu latach wspólnego grania ma ochotę jeszcze chcieć - i to nie dla pieniędzy. A jednak, to co widziałem, nie było ściemą. Autentyczność miłości do muzyki widać podczas każdego utworu. Kiedyś Jason Newsted po odejściu z zespołu został zapytany, czy wie, że Metallica wraca ponoć z nowym albumem do grania z epoki "Ride the Lightning". Bardzo mnie rozbawiła jego odpowiedź z wyraźnym prztyczkiem w nos, że nie jest pewien, czy Lars Ulrich potrafi jeszcze grać w takim tempie. Przypatrywałem się więc mu uważnie. Tak, lało się z niego jak z tłustego emeryta przekraczającego czwarte piętro schodów w budynku bez windy, ale żeby nie potrafił grać jak dawniej albo nie dawał rady z tempem, albo nawet nie wykazywał wystarczającego entuzjazmu z występu, tego powiedzieć się o nim nie da. Cały zespół kocha to, co robi, a publiczność to widzi, odwdzięczając się mu tym samym, śpiewając głośno, tworząc razem ze swoimi idolami historię uwiecznioną na tym DVD.
Zapomniałem, że oglądam wersję w stereo. To było tak dobre, że kiedy zaczęły się utwory promujące "Death Magnetic", muszę przyznać, że wpasowały się w tę rozpędzoną lokomotywę idealnie. Okazało się, że taka promocja albumu może być nawet ciekawsza od tradycyjnej, kiedy zespół zaczyna utworami promującymi najnowsze wydawnictwo, przechodząc później do długo wyczekiwanej klasyki. Tutaj mamy zabieg odwrotny. Najpierw, z zaskoczenia, fani dostają po twarzy utworami dla nich kultowymi, a później, kiedy już są mocno rozgrzani i w amoku, z wielkim entuzjazmem przyjmują nowe utwory. To nie miałoby większego sensu, gdyby te nowe kawałki nie sprawdzały się tak dobrze na żywo, ale sprawdzają się i to jak!
Nawet nienajlepsze dodatki nie są w stanie zaniżyć mojej oceny. Wywiad jest nieciekawy i banalny, a zebrane od fanów filmy z koncertu, które nagrali oni telefonami, to ciekawostka i raczej prezent dla tych, co wygrali ten konkurs z nakręceniem własnego filmu, niż dla samych oglądających. Jakość nagrań jest okropna, wiadomo.
Podsumowując, to DVD jest super i piszę to jako osoba, która nawet niespecjalnie chciała ten koncert oglądać, ale że za darmo... Skończyło się na tym, że nie mogę więcej powiedzieć, iż nie rozumiem fenomenu Amerykanów. Po czymś takim po prostu nie byłoby to zgodne z prawdą. Musiałbym być ślepy na jedno oko i głuchy na jedno ucho, żeby nie zauważyć jakości, jaką Metallica prezentuje po tylu latach na scenie. Wciąż te same kawałki, a grają, jakby byli dzieciakami, chcącymi podbić świat - zupełnie, jakby tego jeszcze nie osiągnęli.
Comments