top of page

Metallica "Orgullo, Pasión y Gloria: Tres Noches en la Ciudad de México"

  • Zdjęcie autora: Michał Krzycki
    Michał Krzycki
  • 21 cze
  • 3 minut(y) czytania

Nie tak znowu dawno temu – choć to już 17 lat od wydania – obejrzałem DVD "Français Pour Une Nuit" zespołu Metallica i nawet nie będąc fanem tego zespołu, z miejsca zrozumiałem, dlaczego ludzie od lat zastanawiają się, kto jest najlepszym zespołem metalowym na scenie, który daje najlepsze koncerty – Iron Maiden, czy Metallica właśnie. Teraz trafiłem na wydanie Blu-ray z zarejestrowanym materiałem z Meksyku, z tego samego roku, czyli 2009-tego. Tym razem nie miałem wątpliwości, że to może być jeszcze lepsze widowisko, bo fanatycy z Ameryk Centralnej i Południowej nie mają sobie równych. "Duma, pasja i chwała. Trzy noce w Mexico City" to tytuł odpowiedni dla tego wyjątkowego wydarzenia nie tylko ze względu na rzadkość wizyt zespołu w tym kraju, ale także ze względu na korzenie aktualnego basisty zespołu, którego mama stamtąd właśnie pochodziła. Zarejestrowano trzy występy z rzędu, zmontowano wszystko w jeden koncert, dzięki temu dostaliśmy aż 19 utworów, a wybrano te korzystniejsze momenty. Koncert przerywany jest ciekawymi momentami zza kulis oraz wywiadami z zespołem, fanami, no i w którymś momencie Lars Urlich jakby na szybko zmienia kolejność utworów na setliście – tak, aby każdy z trzech występów zaskakiwał fanów czymś innym, ale także wprowadził do zespołu zwyczajne ryzyko ludzkiego błędu. To odważne podejście, tym bardziej, jeśli zespołowi zależy na wypadnięciu jak najlepiej.


Ponad pięćdziesiąt tysięcy widzów na każdym występie robi wielkie wrażenie. Zjechała się publika nie tylko z całego Meksyku, ale w ogóle z całego świata. Rzecz jasna, najwięcej było osób z tego regionu Ameryki, więc koncert jest pełen emocji i szaleństwa, a wręcz fanatyzmu. Mam dużo koncertów moich ulubionych zespołów właśnie z Ameryki Płd. oraz Ameryki Śr., no i to są zawsze najlepsze możliwe koncerty pod względem tego, jak reaguje publika. Mój ulubiony album "live" to "Scream For Me Brazil" Bruce'a Dickinsona – zawsze włączałem kasetę, zamykałem oczy, pociłem się z emocji. Wyobrażam sobie, że prawdziwy fan Metaliki, będzie miał podobne odczucia po odsłuchaniu albo obejrzeniu "Orgullo, Pasión y Gloria: Tres Noches en la Ciudad de México". Skoro ten koncert tak znakomicie działa na osoby nieco postronne, jak ja, to tym bardziej na każdego fana.

W ogóle to zaskoczyło mnie, jak dobrze zespół wypadł fizycznie. To nie byli emeryci odcinający tylko kupony od popularności. To zespół jakby w szczycie swojej formy. Przypomniał mi się dawny wywiad z Jasonem Newstedem, który już chyba grał w Voivoid i nieprzychylnnie wypowiadał się na temat Larsa Urlicha, jakoby tamten miał być zdaje się przy "St. Anger" w złej formie i możliwe, iż nawet zapomnieć, jak się szybko gra na perkusji. Taka docinka ze strony byłego basisty. Ale tego w Meksyku nie widać. Tak, Urlich zachowuje się, jakby nie miał dystansu do statusu gwiazdy, ale formy i umiejętności odmówić mu nie można. Zresztą tak samo jest z każdym z muzyków. Przede wszystkim widać u nich wszystkich pasję do grania – szacunek do każdego albumu, do każdego etapu muzycznej kariery. Nowe utwory grane są na przemian z najstarszymi, a wszystko to z tą samą werwą. Autentycznie widać, że najchętniej nie kończyliby koncertu i zagrali dalej. Jednak trash metal – większość setlisty to jednak mimo urozmaiceń rasowy trash na pełnej – wymaga dużej prędkości, a kiedy gra się aż trzy noce z rzędu, warto mierzyć siły na zamiary, aby każda noc wypadła równie dobrze.


Technicznie rzecz wygląda bardzo ciekawie. Montaż jest dynamiczny, kamery ustawione ciekawie i jakoś w ogóle nie czuć potrzeby stawiania wielkich ekranów z jakimiś obrazami. Wystarczy, że jest scena i muzycy, dobre oświetlenie. Zupełnie przeciwieństwo wielkiego show w stylu Rammstein. Są fajerwerki (dosłownie) oraz ekran pokazujący tym z samego końca stadionu zbliżenia na muzyków, ale to tyle z elektroniki i pirotechniki, Za całe show robi Metallica, czyli sam zespół dający z siebie wszystko oraz ich najlepsza fanatyczna widownia. Zresztą muzyka zajmuje całą uwagę. Na płycie brak dodatków, ale bardzo podobają mi się przerywniki z fanami. Jest do tego tłumaczenie, za co duży plus. Nie ma niestety opcji, aby włączyć wersję bez tych wstawek i dostać sam koncert. Wyobrażam sobie, że niektórzy czasami woleliby oglądać występ bez przerywników, które już na przykład dobrze znają.


Czerwiec 2026

Komentarze


bottom of page