"Mel Brooks: The 99 Year Old Man!"
Zaktualizowano: 29 lip
Czekając na "Kosmiczne jaja 2"..., czyli nigdy nie oglądałem lepszej biografii. Mini-serial "Mel Brooks: 99-latek!" (ten tytuł musiał wymyślić on sam!) to w rzeczywistości dwa pełnometrażowe filmy dzielące życie i karierę tytułowego bohatera na epokę sprzed gigantycznego sukcesu jego słynnych parodii filmowych oraz po nich. Ilość i jakość materiałów archiwalnych oraz montaż tego wszystkiego to już klasa sama w sobie, ale nie dodałbym tytułu do moich ulubionych, gdyby nie coś ekstra, a tym jest sama legenda komedii Mel Brooks – jego życiorys oraz to, jak prezentuje się w nagraniach archiwalnych oraz tych nowszych, a także w wywiadzie udzielonym na potrzeby tego dokumentu. Ten człowiek jest absolutnie niepodrabialny i szczerze genialny. Zawsze uważałem go za geniusza parodii, humoru, ale znając go dawniej tylko z jego dzieł. Po wywiadach z Melem Brooksem (Melvin Kaminsky) twierdzę, że on jest niezwykły także poza kamerą. Płakałem ze śmiechu, oglądając jego improwizowane wystąpienia. Wiele żydowskich gwiazd telewizji i kina udziela tu wywiadów, ale wszyscy oni bledną przy Melu – nawet moi faworyci komedii. Uważam, że najcenniejsze materiały w tym dokumencie to właśnie wywiady i wystąpienia publiczne, a szczególnie ten nagrany na potrzeby "99-latka". Zapytany przed kamerą, skąd jego dobra forma w tym podeszłym wieku, Mel odpowiada takim żartem, że mógłby to wymyślić 70 lat temu i byłby to żart młodego obiecującego komika, a nie starca u schyłku życia. Mel Brooks to legenda i inspiracja.

Najlepszy żart, jaki pada w mini-serialu, to jego odpowiedź na pytanie, jak to jest być aktorem i reżyserem w tej samej produkcji filmowej. Mel Brooks jako aktor prosi reżysera o podwyżkę, a jako reżyser odmawia sobie samemu, i tak dalej, aż w końcu Mel jako aktor mówi "Odchodzę!", a ten sam Mel jako reżyser mu na to pozwala.
Pozostaje kwestia rodzinna, personalna oraz światopoglądowa. Dzieci Mela oraz jego wnuki najlepiej świadczą o tym, w czym Mel był i jest dobry jako ojciec, dziadek oraz mąż (w tym także były mąż), a w czym beznadziejny, a jego przyjaciele dużo mówią o tym, jaką osobą poza kamerą był i jest Mel Brooks. Natomiast polityczne wypowiedzi są już typowymi dla tego środowiska, więc nie ma tu specjalnie o czym pisać. Natomiast biorąc pod uwagę, że przez dystans do judaizmu i żydów w ogóle, Mel Brooks niemal poległ przez krytykę salonów, to wiele mówi nam o chorym środowisku mediów, którym nie wystarczyła rewolucyjna niechęć żydowskiego reżysera w stosunku do monarchii, ale jeszcze do kompletu oczekiwali oni od niego powagi w stosunku do judaiszyzmu, choć wszyscy wiemy, jak jawnie od zawsze lubili oni szydzić z każdego odłamu chrześcijaństwa, a już w szczególności z katolików. W tym dokumencie żydostwo stanowi 90% zawartości, mimo to, trudno przypisać Melowi stronniczość, sianie typowej dla środowiska lewacko-syjonistycznej propagandy, robienie z siebie ofiary.
On także i teraz nie dopasował się do dzisiejszych koszernych standardów – może właśnie dlatego nie kręcił już od lat żadnych kinowych filmów. Rewolucja zawsze na końcu zjada własne dzieci, a że Kaminsky nie chciał chyba wystarczająco gorliwie brać w niej udziału, dziś może bez wstydu spojrzeć w lustro, no i z wiekem dorobił się też masy fanów. Możliwe, że poprawność polityczna tak mocno dała się widzom we znaki, że łakną oni jej braku w filmach, z nostalgią wracając do dzieł Mela Brooksa sprzed dekad. Obawiam się, że sequel "Kosmicznych jaj" będzie spaczony syfem dzisiejszego Hollywoodu, a widać to już po wywiadach z kilkoma żydami współczesnego kina, którzy wystąpili w tym dokumencie oraz po serialu animowanym "Kosmiczne jaja" – już wtedy w 2008 roku przekraczającym nierzadko granicę dobrego smaku, której to granicy Mel Brooks nie pozwolił sobie na przekroczenie w żadnym z jego poprzednich filmów – Mel nigdy nie był wulgarny. Jego sequel "Historii świata" w wersji telewizyjnej daje nadzieję na coś dobrego, ale jednocześnie nie pozostawia złudzeń, że to dawne analogowe kino nigdy już nie powróci, jakkolwiek reklamy będą starać się nam to wmawiać.
Lipiec 2026




Komentarze