"Leksykon filmowego horroru" by Bartłomiej Paszylk
- Michał Krzycki
- 16 sie 2023
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 sie 2023
Tę książkę znalazłem na parapecie w klatce bloku mieszkalnego na Gocławiu. Zdaje się, że podczas zamknięcia Polaków w ich domach – rzekomo w walce ze śmiertelnym wirusem – przyjęła się nowa polska tradycja pozostawiania przeczytanych książek sąsiadom. Grzech nie zabrać takiego leksykonu. Uznałem to za przeznaczenie – tę książkę po prostu miałem przeczytać. Siła wyższa tak zdecydowała, ewentualnie przypadek. Byłem trochę zniechęcony niemal trzystoma stronami i małym drukiem, dodatkowo bez kadrów z omawianych filmów, ani nawet ich okładek, jednak leksykon ten czytało mi się nadzwyczaj szybko. Dzięki niewielkiej ilości tekstu poświęconego każdemu ze stu klasyków kina grozy oraz faktowi, że znaczną większość z nich już znam, a nawet lubię albo uwielbiam, po przeczytaniu każdego rozdziału, czułem potrzebę natychmiastowego zapoznania się z kolejnym. Nie podglądając kolejności filmów, byłem ciekaw, czy każdy kolejny film oglądałem i posiadam go w swojej kolekcji. Jakkolwiek ocenię całość, muszę podkreślić, jak przyjemnie wertowało mi się kolejne stronnice "Leksykonu filmowego horroru" Bartłomieja Paszylka. Na tyle przyjemnie, że nie oddałem ten książki, wiedząc, że nigdzie indziej nie będzie jej tak dobrze, jak na mojej półce.

Oczywistym jest – nawet bez tego tłumaczenia się we wstępie samego autora – iż ze wszystkich stu tytułów wiele z nich czytelnik zamieniłby na jakieś swoje ulubione, jednak taki już urok subiektywizmu. Mądralińskim, którzy nie zgadzają się z doborem dużej części horrorów – i filmów pochodnych gatunkowi, bo przecież i sam gatunek także jest rzeczą dyskusyjną – powinni jak ja zwyczajnie cieszyć się, że zamiast czytania o kolejnym horrorze, który sami dobrze znają i wiedzą, dlaczego go uwielbiają, dowiedzą się czegoś o tym lub innym klasyku oraz argumentach autora, które zachęcają do nadrobienia zaległości tudzież ostrzeżeniach, kto nie powinien danego filmu oglądać. Dokładnie tak, bowiem podsumowanie każdego z rozdziałów to po dwa argumenty: "Dlaczego warto obejrzeć?" oraz "Kto nie powinien oglądać?".
Autora "Leksykonu filmowego horroru" znałem już dosyć dobrze z dziesiątek recenzji na mojej ulubionej stronie (od dawna nie działającej) "Horror Online", która zawsze była dla mnie jak wyznacznik tego, czy warto w ogóle zainteresować się danym filmem grozy. Miłośnicy horroru prawdopodobnie dawno już zauważyli, że ich ulubiony gatunek nie cieszy się dobrą renomą nie tylko wśród recenzentów i krytyków, ale nawet tych samych widzów, którzy milionami zapełniają sale kinowe, zapewniając "hejtowanym" przez siebie seriom filmowym niezasłużenie długie życie. Widzowie horrorów to prawdopodobnie najgłupsza widownia. Wnioskuję to właśnie po recenzjach i drastycznie niskich ocenach, ale szczególnie po do bólu powtarzających się negatywnych opiniach, świadczących jedynie o niepoprawnej naiwności ich samych – skoro krytykują elementy wpisane w sam gatunek. Najczęściej powtarzająca się opinia o horrorze na forum filmowym, dodatkowo nierzadko pochodząca od tej samej osoby, to "najgorszy gniot, jaki widziałem".
Odniosłem wrażenie, że nawet sam autor tego leksykonu pomimo wpisania niektórych filmów na listę swoich najważniejszych obejrzanych klasyków, nierzadko tak bardzo zaniża ich wartość w recenzjach, że aż budzi zdziwienie umieszczenie ich w spisie stu. Ja sam, gdybym dobierał sto moich ulubionych horrorów, na pewno nie wybrałbym żadnego, który miałby więcej niż kilka słabych punktów, a już na pewno żadnego, który pod którymś względem byłby wręcz beznadziejny.
Staram się wyszukać jakieś elementy, których mógłbym się uczepić i nie za bardzo takie widzę. Może mała niekonsekwencja w wypisywaniu tytułów – niektóre mają polskie tłumaczenie, jeśli nawet nie oficjalne, to jeszcze z ery kaset wideo.
Te podsumowania rozdziałów, o ile niektóre doskonale wymieniają zalety i wady, inne są napisane raczej dla żartu, tak więc przy aż stu pozycjach, trochę rzuca się w oczy brak pomysłów i niektóre z zalet i wad zdają się być wypisane jakby na siłę – tylko po to, aby tradycji stało się zadość i każdy film miał te cztery punkty odhaczone. Samo wypisywanie tych zachęt i przestróg to z pewnością przyzwyczajenie, które zostało autorowi po wielu recenzjach na portalu "Horror Online", na którym to każda recenzja była podsumowywana zazwyczaj wieloma plusami i minusami. Bardzo lubię takie podsumowanie, a w przypadku leksykonu, który nie każdy musi czytać od deski do deski, takie kilka linijek podsumowania może wielu czytelnikom oszczędzić ich czas.
Comments