top of page

"Barbie"

  • Zdjęcie autora: Michał Krzycki
    Michał Krzycki
  • 18 mar 2024
  • 2 minut(y) czytania

Zaniemówiłem. Całe szczęście dzięki koperkowej aferze córek seans "Barbie" podzieliliśmy na dwa wieczory – obawiam się, że jednym ciągiem nie byłbym w stanie tego obejrzeć, a gdybym nie obejrzał, to bym nie uwierzył, że "Barbie" może być jeszcze gorszym filmem, niż wskazywałyby na to zwiastuny. Scenografia i dekoracje są bardzo dobre, ale głowiłem się, za co jeszcze można dać punkt, żeby nie odstawać tak drastycznie od średniej internetowej, jednak nic nie znalazłem i dałem 2/10.


polska okładka Blu-ray filmu "Barbie"

Z jednej strony to dobrze, że marksiści kulturowi próbując przemycać antywartości i fałszywe hasła równościowe, nie potrafią inaczej, tylko stosować tak kretyńskie sposoby, jak te w "Barbie" – nie wyobrażam sobie dziecka czerpiącego w kinie radość ze słuchania potoku neo-feministycznych kretynizmów wylewających się z ekranu, z pustych, nudnych przemów mających dać widzowi jakieś emocje albo refleksje. Obawiałem się, że twórcy znaleźli sposób na dzieci i młodzież, wspaniale sprzedając do kin produkt, który na wszelki wypadek nawet po wszystkich zwiastunach pozostawał fabularną niewiadomą, więc wielu widzów mogło się nabrać. Udało im się to raz, zarobili swoje, ale nie sądzę, aby dotarli ze swoim przekazem do większości widzów. Nie wierzę, że ludzie są aż tak głupi.

Ta lalkowa antyutopia jest nie tyle doskonałą metaforą na marksistowski ideał świata lansowany przez ocipiałe elity, ale jest jej dokładnym odzwierciedleniem. Wyemancypowane z kobiecości samotne matki, zniewieściali chłopcy, ekologizm, różnorodność płciowa i socjalizm/komunizm pod płaszczykiem demokracji (mamy nawet przegłosowanie mężczyzn za pomocą czegoś na kształt "nocnej zmiany") – to są przecież rzeczy aktualnie dziejące się w świecie realnym. Wrogiem są ci, którzy nie poddali się temu lewackiemu szaleństwu, stąd takie wyśmiewanie Sly'a (plakaty "Rocky'ego" na siłowni) i robienie z mężczyzn kompletnych imbecyli, przy jednoczesnym opowiadaniu bajek, że kiedy władzę oddamy kobietom, zapanuje ład i porządek.


Odwracając znaczenie filmu, czyli czytając jego przesłanie odwrotnie, gdyby chociaż był on zabawny, można by nawet zaakceptować wysokie noty krytyków. Bowiem czyż nie jest on wspaniałym odzwierciedleniem konającego zachodniego świata? Pomyślmy tylko: firma Warner Bros. prowadzona przez potomków polskich Żydów wydaje film napisany przez Żyda Noah Baumbacha i jego żonę (przez nią też wyreżyserowany) o lalce stworzonej przez córkę polskich Żydów (Ruth Handler) graną przez żydowską aktorkę (Rhea Perlman), a obie firmy właściwie od lat decydują o wpływie popkultury i zabawek na umysły dzieci oraz nie tylko (jeśli ktoś chce wiedzieć więcej, odsyłam do dobrego serialu dokumentalnego "Zabawki naszego dzieciństwa" nakręconego przez Żyda Briana Volk-Weissa). Dodam jeszcze, że nie tylko niemal nic mnie w tej komedii nie śmieszyło, wszystkie dialogi i monologi mające nieść jakieś przesłanie usypiały albo żenowały, a te wszystkie nieśmieszne slapstickowe żarty... Tylko Willa Ferrella mi szkoda, ale powinien wiedzieć, w czym bierze udział. Ryan Gosling drętwy jak zawsze – cudów nie ma. Wiem, że najgorsze są nieproszone rady, jednak mała uwaga do moich znajomych, będących w kinach ze swoimi dziewczynami, które uwierzyły w przekaz filmu – zostawcie je, póki jeszcze nie jest za późno. Dla nich raczej nie ma już nadziei.


2023

Commenti


bottom of page