top of page

"Doktor Jekyll i Pan Hyde" by Robert Louis Stevenson

  • Zdjęcie autora: Michał Krzycki
    Michał Krzycki
  • 10 wrz 2023
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 21 wrz 2023

Polecona mi w księgarni lektura okazała się całkiem cenna. Za niewielką sumę pieniędzy można mieć klasykę, którą warto porównać z dzisiejszymi wyobrażeniami, skojarzeniami frazy "Jekyll i Hyde", która stosowana jest przecież powszechnie dzięki opowiadaniu będącemu jednym z najczęściej przerabianych przez popkulturę oraz kinematografię. Nawet nie skojarzyłem faktu, że pochodzi od tego samego autora, którego "Wyspę skarbów" przeczytałem dopiero co parę lat temu. Dodatkowy plus to obcowanie z klasyką, co ma tę zaletę, że raczej trudno się na takiej zawieść. Wahasz się, czy sięgnąć po książkę? Zaufaj klasyce. Nie bez powodu klasyki zostają klasykami – co innego takie bestsellery, które niekoniecznie zostają hitami z powodu swojej wartości literackiej.

"Doktor Jekyll i pan Hyde" - okładka

W "przemielonej" przez współczesną popkulturę wersji tego opowiadania, zazwyczaj twórcy uwypuklają elementy horroru i thrillera. Nie wiem, nawet czy któraś nowa filmowa wersja zbliża się do pierwowzoru pod kątem psychologii. Po komentarzach i recenzjach czytelników widzę chyba podświadome oczekiwanie po lekturze czegoś na kształt grozy, a więc niechybnie i zawód z tego powodu. To mogło być opowiadanie grozy, choćby w takich klimatach jak Edgar Allan Poe, ale raczej nie taki był cel autora. Gdyby Robert Louis Stevenson chciał napisał straszne opowiadanie, skupiłby się raczej na mrocznych ulicach Londynu, morderstwach i tego typu elementach typowych dla gatunku. Zamiast tego, najważniejszy jest tu "portret psychopatologicznej podwójnej osobowości".


Raczej trudno o zepsucie komuś lektury i wyjawienie głównego zwrotu akcji. Nie wierzę, aby ktokolwiek słyszący słowa "Jekyll" i "Hyde" nie kojarzył, że chodzi o coś na kształt rozdwojenia jaźni. Jeśli więc najważniejsze zaskoczenie nie ma dziś prawa być dla kogokolwiek zaskoczeniem, to można zapytać, po co komu czytać takie opowiadanie. Jednak podobnie jest ze wspomnianą wcześniej "Wyspą skarbów" tego samego autora. Esencja takich książek tkwi w stylu, który w połączeniu z kunsztem tłumacza tworzą dzieło niepodrabialne. To chyba trochę jak obcowanie z oryginalnym obrazem i jego replikami. Nie każdy zauważy różnicę, a jednak jakimś cudem, słynne "Słoneczniki" Vincenta van Gogha w londyńskiej Galerii Sztuki są oblegane przez turystów, podczas kiedy większość z nas nie rozpoznałaby nawet falsyfikatu. Kunsztem okazuje się takie przedstawienie postaci lekarza Henry'ego Jackylla, abyśmy czytając jego listy, słuchając jego rozmów, uwierzyli, że jedna osoba faktycznie może skrywać w sobie dwa przeciwne sobie charaktery. Przypomina to nieco żywiciela i pasożyta, bowiem ta groźniejsza strona osobowości tylko dlatego utrzymuje przy życiu tę łagodną, bo zdaje sobie sprawę z zależności obu i w celu własnego przetrwania, zmuszona jest akceptować dzielenie się ciałem z tą drugą. Do tego dochodzi jeszcze świadomość pozytywnych stron drugiego ja, które lekarz eksperymentujący na sobie samym podkreśla wyraźnie:


"W sobie samym, w wymiarze moralnym siebie samego, nauczyłem się rozpoznawać niezaprzeczalną i poniekąd naturalną dwoistość ludzkiej istoty. Zauważyłem, że jeśli mogę utożsamić się z którąś z dwu natur, co w mej świadomości walczą ze sobą zajadle, to może tak stać się dlatego jedynie, iż jestem i jedną, i drugą jedocześnie. Bardzo wcześnie, nim jeszcze tok moich badań dał mi prawo do wiary w taki cud, z lubością, ba, z rozkoszą oddawałem się marzeniom o rozdzielaniu tych dwóch sfer. Gdyby tak każdą z nich, mówiłem sobie, dało się umieścić w odrębnych osobach o różnej tożsamości, z życia zniknęłyby wszystkie nieznośne zjawiska. Człowiek występny szedłby raźnie swoją drogą, nienękany przez ambicję i wyrzuty sumienia, typowe dla jego zacnego brata bliźniaka. Ten ostatni mógłby zaś kroczyć bezpiecznie drogą szlachetności, spełniając chętnie dobre uczynki, nienarażony na zhańbienie i nienękany skruchą, gdyż nieprzyjaciel jest już na zewnątrz. Przekleństwem ludzkości był ten nieszczęsny związek, ta nieustanna walka jakże różnych od siebie bliźniąt w targanym bolesnymi konwulsjami łonie człowiecze i świadomości. W jaki wszelako sposób można ich było rozdzielić?"


Nie mamy więc do czynienia jedynie z błędem medycznym, ale raczej nierozerwalnością dobra i zła w każdym z nas oraz nieudanymi próbami oddzielenia obu, a raczej pełnej nad nimi kontroli. Gdyby była mowa jedynie o medycznych aspektach tego zjawiska... Jednak autor pozostawia miejsce dla przemyśleń filozoficznych, a od tego niedaleko do religii, tak więc jest to lektura, która nigdy się nie zestarzeje.


Wrzesień 2023

Comments


bottom of page